niedziela, 25 marca 2012

Rozdział 1 „ Londynie przygotuj się na trzy niezłe laski”


- Tylko pamiętaj masz zadzownić kiedy…
- Będę na miejscu- dokończyłam za mamę i przewróciłam oczami. Rozumiem każdy rodzić chce wiedzieć czy jego dziecko dotarło na miejsce i prosi… Nie. Nie prosi. On RZĄDA (!) abyś od razu po przybuciu zameldowała się i potwierdziła, że jesteś cała i zdrowa, no ale nie musi tego powtarzać z milion razy! No przepraszam bardzo, ale głuchnąć to ja zamierzam w wieku 80 lat, a nie teraz.
- Oj Violu, daj jej się całkowicie spakować.- powiedział Michael- Przecież to,że jej rzeczy są już na miejscu nie zmienia faktu że ma jeszcze do zabrania wielu cennych pierdół.- zaśmiał sią a ja spiorunowałam go spojrzeniem
-Tym bardziej muszę tu zostać i jej pomóc.- chisteryzowała mama
-Nie mamo! Naprawdę dam sobie radę!- zaczęłam ją wypychać z pokoju, bo Michael wyszedł dobrowolnie
-Ale…- zaczeła mama
- Nie ma żadnego „ale”!!- przerwałam jej i zamknęłam za nią drzwi. Uff.. No w końcu samotność!! Oczywiście kocham ich i cieszę się że się o nie troszczą, ale tymi czułościami potrafią zabic. W szczególności moja mama… No, ale dobra muszę się do końca spakować! W końcu przeprowadzam się do Londynu! Czyli jedno marzenie( z wielu) można uznać za spełnione. Wszystko musi być dopięte na ostani… ym… suwak. No w końcu to walizka a guzik tu nie pasuje. Kiedy skończyłam pakować, jak to Michael nazwał, pierdoły do mojej walizki, wzięłam się za podręczny( czyli moją torbę). Zaczęłam wrzucać wszystki moje kosmetyki, iPoda, kilka czaspoism, komórkę i mój szkicownik. Po 2 godzinach pakowania mój bagaż był gotowy. Jeszcze raz spojrzałam na mój pusty pokój ( bez mebli) i zeszłam na dół. Wylot miałam o 20.00, a była dopiero 15. Co ja teraz do cholery ze sobą zrobię?? Myśl, myśl… Zachowują się jak Kubuś Puchatek… Powinnam przestać oglądać bajki z Darcy. Źle na mnie wpływają. Jak tak dalej pójdzie to będę się zachowywać jak Teletubisie( jeśli to już się nie stało). Ok. jedyne wyjście to pogadać z dziewczynami. Tylko gdzie ja posiałam laptop i jak ja mogłam o nim zapomnieć podczas pakowania?!?!?!
- MAAAAMOOOOO!!!!- krzyknęłam na cały dom
- Jestem w kuchni!- usłyszałam… z … uwaga… KUCHNI!
- Co ty znów pichcisz?- zapytałam w progu
- Jak to co? Nie będziecie mi głodować w samolocie.
-Mmm…- zajrzałam przez szybkę do piekarnika- Moje ulubione marchewkowe babeczki???
- I nie tylko.- powiedziała z uśmiechem na ustach
- Czyżby były tam też jagodowe muffiny?
- Wszystko dla was kochanie.
- Ubóstwiam Cię!- krzyknęłam i ucałowałam ją w policzek- A tak w ogóle to hdzie mój laptop? Chcę jeszcze z dziewczynami pogadać troszku.
- A nie zostawiłaś go wczoraj u Darcy?- zapytała myjąc naczynia
- No fakt!- pacnęłam się w czoło jak zwykle za mocno. Pobiegłam ponownie na górę i skierowałam się do pokoju mojego aniołka- Hej kochana- powiedziałam na wejściu-
-Widziałaś mojego laptopa?
- Leży na komodzie.- wziełam go i usiadłam na jej, jakże różowym i WYGODNYM, łożku i włączyłam laptopa.
- A co będziesz robić- zapytała
- A z Ann i Agi chcę pogadać.
-Też mogę?
- Jeszcze pytasz. Pewnie że tak!- pocałowałam ją w czoło, a ona wgramoliła mi się na kolana. Po 10 minutach czekania na chrabiny W KOŃCU (!) się zdzwoniłyśmy na skype.
- Hejo!!- wydarły się jednocześnie
- No matko! Ludzie słyszę was!
- Tak też się stęskniłyśmy.- odpowiedziała Annaebelle z nutką sarkazmu
- Pff… chciałabyś.- powiedziałam i wszystki zaczęłyśmy się śmiać
- Ej Tori!! Nie wolno robić swoich klonów!- powiedziała Agi
- Co? Zazdrościsz?- przytuliłam Darcy, a ona dała mi buziaka w policzek
- Moja Vicky!- powiedziała mała do kamerki
- Aww…- -po drugiej stronie dziewczyny się rozszczulały , a ja się zaśmiałam.
- Ok. dobra teraz ważne sprawy. Ja wyjeżdżam o 18.- powiedzialam
- Ale wylot mamy o 20!- powiedziała zdziwiona Ann
- Dziewczyno! To jest Wawa! Zanim ja tam dotrę to będzie 19, a jeszcze odprawa to akurat będzie wpół do ósmej
- No i nie możemy zapomnież o żegnaniu się z naszymi rodzicami, co będzie trwało przynajmiej 15 minut jak nie dłużej- dopowiedziała Agi
-A no fakt.- odparła Ann, a ja z Mel walnęłyśmy facepalma. Pogadałyśmy jeszcze z 2 godziny o tym jakie z nas szczęsciary i że będzie zajefajnie. Kiedy skończyłyśmy naszą idiotyczną konferencję była już 17. Czyli mam godzinę na sprawdzenie wszystkiego, przebranie się i wyjeżdżamy. Muszę przyznać, że będę tęsknić za moim domkiem.
- Hej Loca!- usłyszałam z dołu głos Michaela. Tak nazywał mnie Loca, po hiszpańsku szalona ,czemu się nie dziwię.
- Taaaaak???
- Przygotuj się!! Mamy godzinę!
- No wiem!- odkrzyknełam – Kochanie włożysz mi laptop do torby??- zwrociłam się do Darcy
- Oki.- powiedziała i zbiegła z moim cackiem na dół, a weszłam do łazienki. Włożyłam sukienkę, buty i kurtkę. Włosy zostawiłam rozpuszczone. Paznokcie pomalowałam tak i zrobiłam sobie delikatny makijaż. Założyłam jeszcze do tego pierścionek bransoletkę . Zeszłam na dół. Moje walizka była już w samochodzie. Wziełam tylko moją torbę i wszyscy wsiedliśmy do samochodu. Z piskiem opon ruszyliśmy na lotnisko. Oczywiście nie odbyło się od ponownego kazania mamy. Nie miałam zamiaru słuchać tego po raz, już nawet nie chce mi się liczyć. Po prostu włożyłam słuchawki do uszu ,włączyłam MJ i potakiwałam głową. Tak jak myślałam na lotnisko dojechaliśmy w ciągu godziny.
- To ty idź znaleźć dziewczyny, a my weźmiemy bagaże i za moment będziemy.- powiedział Michael
- Oki.- dałam mamie buziaka w policzek
-A mogę iść z tobą?- zapytała Darcy
- Pewnie aniołku!- wziełam ją na ręcę żeby się nie zgubiła i poszłam w kierunku głównego wejścia. Ok. Przyznam się. Nigdy nie ogarniałam i do dziś nie ogarniam lotnisk. Są takie… OGROMNE!... No ale spokojnie. Znjadziesz je. Zaczęłam się rozglądać, a po chwili poczułam jak moja siostra dziwnie się na mnie patrzy.
- No co?- zapytałam lekko zdezorientowana- Szukam dziewczyn.
- Na pewno je znajdziesz.- odparła rozbawiona, a ja zdałam sobie sprawę jaka ze mnie idiotka. Już bo wypatrzę je w tym tłumie… Przecież to jak szukanie igły w stogu siana. Sięgnęłam do torby po mojego Blackeberry i napisałam że stoję obok reklamy Itaki. To samo wysłałam do mamy. Po 5 minutach usłuszałam głos Agathy, a zaraz potem Annie.
- Vi! Vi!- darły się na całe lotnisko, biegnąc w moją stronę. W końcu dotarła do celu- czyli do mnie- i się na mnie rzuciła. Bo nie można powiedzieć, że najzwyczjaniej w świecie mnie przytuliła. Kiedy się ode mnie odkleiła, Ann ją zastąpiła i mnie wyściskała. W sumie ja z Darcy nie pozostwałyśmy im dłużne. Kiedy w końcu mogłam odetchnąć, ogarnęłam dziewczyny.
- Widzę, że też się wystroiłyście- puściłam im oczko. Agatha miała na sobie spodniekoszule i conversy. Włosy miała związane w wysoki kucyk. Jej makijaż był taki, a na nadgarstku miała branzoletkę. Annie była ubrana w spódnicę z paskiem i włożoną w nią bluzkę a na to sweter. Na nogach miała botki. Obie miały takie same torebki jak ja.
- No się wie!- odparła Kornie- Przecież to Londyn! Trzeba zrobić dobre wrażenie.
- Na kim? Na naszym mieszkaniu?- zaśmiała się Agi
-Annie? Nie łatwiej byłoby ci biegać w trampkach?
- Że ja?
- No tak.- odparłam
- Kobieto! Przecież ja się w szpilkach urodziłam!- wszystkie zaczęłyśmy się śmiać
- Cicho...- przerwała Mel
- Co?- zapytała Ann
- No co,co? Darcy zasnęła.- wskazała brodą małą która rzeczywiście spała u mnie na rękach. Wyglądała jak prawdziwy aniołek.
- O! Nadchodzi elita!0 zaśmiała się Annabelle i wskazała na naszych rodziców.
- Cześć kochane!- powiedział Michael
-Hej!- powiedziałyśmy chórkiem,a ja podeszłam do niego i delikatnie przejął ode mnie D.
- Zawsze szła o tej porze spać.-powiedziała mama głaszcząc ją po głowie.
-A gdzie bagaże?- zapytałam się
- Już oddane.- odpowiedziała ciocia Margaret- mama Agi
- Jest już 19.40!- krzyknął wujek Tomek- tata Ann. Szybko się pożegnaliśmy i skierowałyśmy się w stronę odprawy. Przez parę minut jeszcze rodzice nam machali, a potem przeszłyśmy przez bramkę i zniknęli nam z pola widzenia.
-No to teraz jesteśmy zdane tylko na siebie.- powiedziała radośnie Kornie
-Och nie! Jak my sobie poradzimy!- przyłożyłam rękę do czoła i zaczęłam udawać, że mdleję a dziewczyny się śmiały- Dobra. Koniec tego dobrego. Samolot nie będzie na nas czekał.
**************************** w samolocie**********************
-Wiecie co jest z tego wszystkiego najlepsze?- zapytałam moje towarzyszki
-Że lecimy nocą?- odpowiedziała pytaniem Ann
-To też, ale najlepsze jest to,że...
-To, że jest jeszcze sierpień i będziemy miały czas załatwić wszystko na spokojnie.- dokończyła za mnie Agatha
- Skąd wiesz?
- Mówiłaś to już z tysiąc razy.- powiedziała Mel
-Super.- walnęłam facepalma- Upodobniam się do mojej mamy!- potem wyszła już stewardessa i zaczęła wymachiwać tymi wszystkimi paskami, kamizelkami i innymi rzeczami. Znałam to już na pamięć, więc włożyłam słuchawki i włączyłam muzykę. W uszach zabrzmiała mi Flo Rida- Wild Ones. Zamknęłam oczy i nawet nie zorientowałam się kiedy zasnęłam.
-Tori!- ktoś mną potrząsał, a potem poczułam jak zostałam spoliczkowana co mnie ocuciło.
-Która to??- wrzasnęłam, a dziewczyny pokazywały siebie nawzajem- Dobra. Mniejsza z tym. Co jest?
-Już jesteśmy.- powiedziała Annabelle
-Już? Że w Londynie?- zapytałam jeszcze lekko zaspana
-Nie w Tokio...- powiedziała zniecierpliwiona Mel- Pewnie, że w Londynie!
-Znów przespałam lot? Świetnie...
Na bagaże czekałyśmy około 10 minut. Ledwo co wyszłyśmy z lotniska dostałam sms-a od Michaela.
 Prawdopodobnie już dotarłyście na miejsce. Przed głównym wejściem czeka na Was niespodzianka.
                                                                            xx Rodzice TG( Tune Girls)
-Dziewczyny nasi staruszkowie są suuuuper!!!- krzyknęła Agi,a moim oczom ukazało się czarne terenowe autko. W dodatku Range Rover!! Z kartką na szybie " 4 Tune Girls"
- To która prowadzi?- spojrzałyśmy po sobie
- Ja!- powiedziała Agi
-WTF?? Chciałabyś!- oburzyłam się
- W sumie będzie bezpieczniej. Jako jedyna ma trampki.- stwierdziła Ann
- Fakt. Cóż jednak 22 to nie jest pora kiedy mój mózg dobrze pracuje.-powiedziałam zdejmując kartkę z szyby
-Po pierwsze.- zaczęła Agatha kiedy wsiadłyśmy do auta- Twój mózg nigdy dobrze nie pracuje.
- Prawda- przytaknęła siedząca na tylnym siedzeniu Annabelle
-A po drugie?- zapytałam zaciekawiona
- Po drugie tu jest 21 , anie 22. Jedna godzina to tyłu niż w Polsce.- przekręciła kluczyki w stacyjce. 
- Oj tam oj tam.- powiedziałam
-  Londynie przygotuj się na trzy niezłe laski!!!- krzyknęła Agi i ruszyła z piskiem opon.

****************************
To mój pierwszy blog jak coś :D więc proszę o wyrozumiałość :) Mam nadzieję,że się spodoba. One Direction pojawi się w 2 lub 3 rozdziale. Jeszcze zobaczę :) Proszę komentujcie :**
Tori
P.S. Rozdziały będę starała się dodawać raz w tygodniu. :)

piątek, 23 marca 2012

Bohaterowie

                                                   Bohaterowie





Victoria Annabelle Vivienne Hazel
Zwykła 17- latka, która wraz ze swoimi dwiema przyjaciółkami przeprowadza się do Londynu. Jej rodzina została w Polsce( mama Viola, ojczym Michael i 4-letnia siostra Darcy). Wraz ze swoimi przyjaciółkami chodzi do szkoły artystycznej, gdzie uczy się śpiewu, tańca oraz uczy się gry aktorskiej. Jej hobby to projektowanie ubrań i modeling. Dziewczyny mają także swój zespół- Tune Girls. Jest bardzo wesołą zwariowaną osobą, która w środku kryje smutek, lecz go nie okazuje, łatwo ją zranić. Nie ma dnia żeby nie było z nią wesoło. Jest ona pół włoszką pół polką( tata- Włoch, mama- Polka). Jest prześliczna. Oczy ma piwno-zielone a brązowe ,włosy-lekko lokowane, sięgają do piersi, wysoka( 170), ma sylwetkę modelki, gra na pianinie.
Ksywki: Vi, Vic, Vicky, To, Tori, Loca


                                   
Agatha Melissa Miko
Jedna z przyjaciółek Victorii. 17-latka z wieloma problemami rodzinnymi. Wysoka dziewczyna( 170 cm), interesuje się muzyką, pisze nie tylko teksty piosenek, ale także wiersze i różne opowiadania, jest tak samo zwariowana jak Vicky i Annabelle. W szkole chodzi na zajęcia dotyczące śpiewu, literatury i gry na gitarze elektrycznej. Uwielbia śpiewać z dziewczynami jako Tune Girls. Jest piękną pewną siebie dziewczyną o orzechowych oczach. Jej długie sięgające do pasa włosy są brązowe i proste.
Ksywki: Agi, Mel, Milo, czasem Magma :P


                         
Annabelle Kornelia Evans
17-latka należąca do Tune Girls. Kocha Vic i Agi jak siostry, są nierozłączne od 2 klasy gimnazjum. Jest z nich najniższa( 167 cm), ale nadrabia to szpilkami. Przemiła, szalona dziewczyna, które umie być wredna( tylko dla tych którzy jej podpadną). Najbardziej zwariowana z całej trójki. W szkole chodzi na lekcję śpiewu, literatury, literatury i malarstwa. Uwielbia imprezować( tak jak wszystkie)
Ksywki: Ann, Annie, Kornie, Ako.
Darcy Violett Hazel
4-letnia siostra Vicky. Jest przesłodką i uroczą dziewczynką z wielkimi ambicjami. Bardzo tęskni za swoją siostrą. Córka Violetty i Michaela.
                           
Violetta Hazel
Mama Victorii i Darcy. Rozwódka i ponowna mężatka z brytyjskim biznesmenem, Michaelem. Mieszka w Polsce w Warszawie gdzie ma swoją galerię malarską.




Michael Hazel
Mąż Violetty, ojciec Darcy i ojczym Victorii. Wszystkie dziewczyny bardzo kocha i robi wszystko, aby były szczęśliwe. Chociaż Vi nie jest jego biologiczną córką to traktuje ją jakby nią była.
                       
Harry Edward Milward Styles
Członej brytyjskiego boy bandu One Direction. Najmłodszy z zespołu( 18 lat). Wesoły, czasem bezszczelny, ale wrażliwy.
                          
Louis William Tomlinson
21-latek, który nigdy nie ma dosyć żartów. Jego wielka miłość to… MARCHEWKI!! Chodzi z Eleoner Calder, przyjacielski, troskliwy i szalony. „ Błazen” One Direction.
               
Zayn Javadd Malik
Ma 19 lat, a wokół niego są gromady dziewczyn. Bardzo dba o swój wygląd. Dla tej jedynej zrobi wszystko. Należy do 1D.
                         
Niall James Horan
Wesoły 19-latek, który uwielbia jeść. Kolejny członek One Direction. Najniższy ze wszystkich, pochodzi z Irlandii. Gra na gitarze.
                    
Liam James Payne
Nazywany również Daddy Direction. Jest w wieku Niallera i Zayna. Najrozsądniejszy z całej piątki. Chodzi z tancerką Danielle Peazer.